Wrocławianie przegrali w Bielsku-Białej ze słabiutkim Podbeskidziem

Kubik: – Co się dzieje z moim zespołem?
Tego meczu przegrać Śląskowi nie wypadało. Po bardzo przeciętnym początku sezonu wrocławianie jechali do odmłodzonego Podbeskidzia nie po remis, ale po zwycięstwo. Tym samym mieli zaprzeczyć tezie, że zespół tkwi w kryzysie.
Niestety, nie zaprzeczyli. Kryzys jest chyba nawet większy, niż można by przypuszczać. – To był jeden z najsłabszych drugoligowych meczów, które widziałem. Gospodarze strzelili jedną bramkę więcej, ale sprawiedliwszym wynikiem byłby remis. Zagraliśmy słabo. Nie wiem, co się dzieje z moim zespołem. To nie ta drużyna, którą miałem na początku sezonu – szczerze wyznał po meczu trener Śląska Lubos Kubik.
A zaczęło się obiecująco, bo po kwadransie było 1:0 dla Śląska. Marek Kowal wbiegł w pole karne, upadł po kontakcie z bramkarzem Łukaszem Merdą i sędzia podyktował jedenastkę. Na bramkę zamienił ją bodaj jedyny jasny punkt Śląska tego dnia – Sebastian Dudek.
Niestety, wkrótce przypomniał o sobie pogromca Śląska – Marcin Józefowicz. Były napastnik Pogoni Oleśnica, który niegdyś ustrzelił na Oporowskiej hat-tricka (w barwach Arki Gdynia) szybko doprowadził do wyrównania i po przerwie wrocławianie wyszli w nowym ustawieniu. Kubik zmienił 4-5-1 (tym samym systemem WKS zremisował przed tygodniem z Lechią Gdańsk) na 4-4-2, do ataku posyłając 18-letniego Kamila Bilińskiego.
Niestety, niewiele to zmieniło. Śląsk bił głową w mur, a zwycięskiego gola w końcówce spotkania zdobył niezwykle utalentowany Krzysztof Chrapek. Śląsk jest tuż przed strefą spadkową. Kto uchroni ten klub przed katastrofą?



1510 |746 |549 |744 |910 |233 |1059 |110 |1535 |575 |